Kolejny wyjazd za nami. Tym razem odwiedziliśmy Wałcz. Fajnie, że na zbiórce zjawiło się tak dużo osób chętnych wyruszyć z nami w trasę. Pierwszy postój zrobiliśmy w Podgajach. Tu też przytrafiła się pierwsza tego dnia awaria. W Hondzie odcięło bez przyczyny prąd i musieliśmy posiłkować się kablami, w które wyposażony był jeden z uczestników wyjazdu (super i dziękujemy). Po opanowaniu sytuacji (jak się wydawało), ruszyliśmy na pierwszy punkt. Tu troszkę problemów z dotarciem. Powtórzyła się sytuacja z Hondą i kierowca podjął decyzję o powrocie. Pierwszym punktem były bunkry Grupy Warownej Cegielnia. Wstęp na obiekt jest bezpłatny, a na terenie obiektu jest bunkier i kilka pojazdów wojskowych. Warto przejść za ogrodzenie i obejrzeć jeszcze jeden obiekt - bunkier, który został wysadzony przez Niemców. Zostały ruiny, które zsunęły się ze skarpy.

 

Niestety ale na tym punkcie, jeden z uczestników źle się poczuł i musiał zawrócić z trasy... Ruszyliśmy na drugi punkt, który również przewidziany był w Wałczu. Na celowniku most wiszący zawieszony między dwoma brzegami jeziora. Można do niego dotrzeć na 2 sposoby: dojechać do ośrodka przygotowań Olimpijskich, wjechać na jego teren (dla moto bezpłatnie) i zejść nad brzeg jeziora udając się na most. Można tez zaparkować ok 500m od ośrodka i przejść się lasem ok 500m docierając w to samo miejsce. My poszliśmy przez ośrodek i chyba było warto bo zobaczyliśmy miejsce, którego nie planowaliśmy na trasie.

 

Niestety po powrocie do maszyn okazało się, że kolejne 2 osoby muszą wracać. W okrojonym już mocno składzie udaliśmy się na obiadek do miasta, po czym ruszyliśmy w stronę Kalisza Pomorskiego. Ze względu na czas odpuściliśmy trzeci punkt. Po drodze zjechaliśmy na przymusowe tankowanie Bandita. Suzi zatankowała, a Yamaha odmówiła jazdy... Ponownie problem z prądem... Na szczęście awaria okazała się niegroźna (poluzowały się kostki) i ruszyliśmy dalej. Z Kalisza skręciliśmy w stronę Drawska przejeżdżając przez poligon Drawski. Ci, którzy dotarli do tego odcinka trasy, z pewnością nie żałowali. Wzniesienia, pagórki, zakręty, serpentyny.... Świetny odcinek do samego Drawska, a później między Drawskiem, a Świdwinem. 

 

W Świdwinie zatrzymaliśmy się na podsumowanie trasy i pożegnanie. Chwila pogaduszek, odpoczynku, śmiechu i powrót. Nikt z nas nie przewidział jednak, że do końca jeszcze daleko. Bandit poleciał pierwszy. Dojechaliśmy do niego w Sławoborzu. Okazało się, że koledze pękła linka gazu i czekała nas kolejna akcja naprawcza. Zeszło parę minut na kombinacjach ale udało się. Oczywiście nie obeszło się bez żartów i śmiechów. 

 

Nie mniej jednak wszyscy szczęśliwie dotarli z powrotem do Koszalina, bez potrzeby wzywania lawet. Wyjazd okazał się wyjątkowo obfitujący w nieprzewidziane atrakcje ale stali bywalcy chyba się już przyzwyczaili do nieprzewidzianych przygód z nami.

Wyjazd do Wałcza

26 sierpnia 2019

Klub Motocyklowy Adventure

przy PTTK Koszalin

Created with Adventure Koszalin

Copyright 2019